Kim jest morderca za kółkiem?

Artykuły

Niestety, rok 2014 rozpoczął się serią tragicznych wypadków, w których udział brali piesi, alkohol oraz oczywiście kierowcy pod jego wpływem. Trudno nie ustosunkować się do tego tematu, zwłaszcza, że każdego z nas może spotkać tak tragiczny los… Do podjęcia tego tematu, zainspirował mnie list napisany do jednej z gazet przez lekarza z Warszawy.

Wspomniany wyżej lekarz, jest chirurgiem, który pracuje na oddziale ratunkowym w jednym z największych szpitali klinicznych w Warszawie. Warszawskie szpitale dyżurują rotacyjnie właśnie w sferze ostrych dyżurów urazowych. W ciągu jednego dnia, dokładnie 24 godziny, trafiają tam ofiary wypadków komunikacyjnych, jakie miały miejsce nie tylko na terenie Warszawy, ale i okolic, zdarzają się i przypadki z większych odległości, oczywiście jeśli pacjent znajduje się w stanie ciężkim i konieczne jest użycie kompleksowego i specjalistycznego zaopatrzenia.

Wypadek w Kamieniu Pomorskim - 6 osób zabitych Źródło: rmf24.pl
Wypadek w Kamieniu Pomorskim – 6 osób zabitych
Źródło: rmf24.pl

Chirurg jasno i wyraźnie pisze, że to policja, media i politycy kształtują kompletnie nieprawdziwy obraz tego, co tak naprawdę dzieje się na naszych drogach. W jednym wszyscy są zgodni – na polskich drogach nieustannie trwa horror i faktycznie – tysiące ludzi zostaje zabitych przez tzw. drogowych morderców. Lekarz ten jednak protestuje przeciwko powielaniu i powtarzaniu mitów co do przyczyn owego stanu.

Według wszystkich programów informacyjnych na wszystkich możliwych kanałach telewizyjnych, zwłaszcza w długie weekendy, wakacje albo w dniu pierwszego listopada, policja, media i politycy maja wykreowany obraz największego zagrożenia na krajowych drogach…

Według tego co uparcie twierdzą za każdym razem jest to mężczyzna, młody, bo w wieku około 20 – 25 lat, będący rzecz jasna pod wpływem alkoholu, albo amfetaminy, najlepiej jednak pod wpływem tych dwóch środków odurzających, który pędzi przez miasto z prędkością co najmniej 200 km/h, koniecznie stuningowanym BMW, który to pojazd opatrzony przyciemnianymi szybami, po czym natyka się na kontrolę policyjną, gdzie nie raczy się zatrzymać, dzieje się to dopiero po staranowaniu co najmniej dziesięciu samochodów i zatrzymaniu się na latarni.

Latem natomiast, zwykle jest to „dawca narządów” czyli motocyklista, w wielu serwisach podawana prędkość jaką rozwinął zanim się zabił, lub zabił kogoś innego sięga nawet 300 km/h.

Co dalej?

Od lat wielu postawiono już diagnozę, która powtarzana jest już jako oczywisty, czy nawet niepodważalny dogmat – podstawową przyczyną wypadków w naszym kraju są alkohol, brawura, szybkość. Czasami chyba tylko po to, by obiektywizm sięgał zenitu, w tych stwierdzeniach wspomina się o złym stanie technicznym samochodów lub dziurawych drogach.

Dlatego właśnie odpowiednio do w ten sposób zidentyfikowanych zagrożeń, podejmowane są na szeroką skalę akcje, w których to np. w długi weekend tysiące funkcjonariuszy skrada się w krzakach , dumnie dzierżąc w dłoniach podstępnie i cicho suszarki czy też alkomaty, nie zapomnijmy wspomnieć o słynnych słupach na fotoradary, które zresztą często są puste, lub licznie ustawionych znakach ograniczenia prędkości. Po czym cała Polska jak długa i szeroka, jest głęboko wstrząśnięta tym, że pomimo tak ogromnych środków zabezpieczających, chroniących obywateli znowu na drogach w długi weekend zginęło blisko 100 osób.

I tutaj pojawia się logiczne pytanie – dlaczego tylu zginęło? Przecież policjanci w ilości tysięcy wylegli na drogi, a stacje telewizyjne do znudzenia pokazywały jak dzielnie się sprawują, wyskakując znienacka z lizakiem tuż przed rozpędzony samochód, po czym władczym tonem nakazują obywatelowi dmuchanie w balonik. Pytanie ciągle to samo – dlaczego tyle osób zginęło, a jeszcze więcej trafiło do szpitali w ciężkim stanie?

Według owego chirurga, którego staż pracy wynosi ponad 20 lat, i jego obserwacji, które poparte są także statystykami odpowiedź jest taka: ofiary wypadków nie zginęli tam gdzie stała policja, i oczywiście nie zginęli z powodów, o jakich wszyscy nieustannie „trąbią”. Sprawa jest dość prosta, w naszym kraju większość ludzi, którzy śmierć ponoszą na drogach giną w zupełnie innych okolicznościach, niż te, o jakich mówią nam media, politycy oraz policja.

Ze statystyk prowadzonych przez owego lekarza wynika, że młody chłopak będący pod wpływem amfetaminy i alkoholu – siejący śmierć według mediów, do szpitala trafia, albo trafiają jego ofiary, raz w ciągu dwóch miesięcy, natomiast kolejny „ulubieniec” mediów – motocyklista, który kogoś zabił raz na pół roku, zaś motocyklista, który sam poniósł śmierć, albo jest ofiarą wypadku – trafia aż dwa razy w tygodniu.

Dla chirurga – pierwsze miejsce jeżeli chodzi o liczbę ofiar mają kobiety – trzeźwe, w wieku 30-40 lat, przeważnie w służbowym, całkiem dobrym aucie, przejeżdżające pieszego poruszającego się po pasach. Taka sytuacja zdarza się każdego dnia, po kilka, lub kilkanaście razy dziennie. Czy to nie wstrząsające?

W czasie 24-godzinnego dyżuru urazowego w zwyczajny dzień tygodnia, z terenu stolicy na oddział ratunkowy trafia przynajmniej 15 osób przejechanych w czasie próby przejścia na drugą stronę jezdni – na przejściu dla pieszych (są to ciężkie przypadki, oczywiście zdarzają się i skrajnie ciężkie), a także 30 pacjentów na ortopedię (są to lżejsze przypadki, takie jak złamania kończyn, nie ma urazów głowy czy narządów wewnętrznych). Oczywiście jedna lub nawet kilka osób trafia do Zakładu Medycyny Sądowej, po co? Chyba wszyscy wiedzą…

Według sondaży tych publikowanych przez media najwięcej ludzi zostaje zabitych przez dwudziestoletnich mężczyzn… może w takim razie nie wydawajmy im prawa jazdy, lepiej będzie poczekać pięć lat. A jeśli okaże się, że najwięcej ludzi ginie za sprawą kierowców wieku 30 -60 lat, którzy nie mają tzw. ciężkiej nogi, a prawo jazdy posiadają już kilka lat ( a tak jest w istocie) to mamy wielki problem!

I nie ma siły, żadna z tych wspaniałych akcji policyjnych, czy też kampanii społecznych jakie mamy w dotychczasowej formie, nie jest w stanie powstrzymać najbardziej niebezpiecznej grupy – morderców na drogach. A nawet przeciwnie, zostaną oni uspokojeni, powiedzą sami do siebie, że przecież nie są młodymi kierowcami, posiadają jeno auto 1,3 litra, zaledwie 70 KM, nie pędza 190 km/h, a nawet nie pili, i jadą zadowoleni z siebie, prowadzą bezpiecznie i pewnie. Do momentu, gdy słyszą trzask i widzą ciało pieszego lecące w powietrzu. „No tak, oczywiście, pieszy wtargnął na jezdnię, wymusić chciał! Nie było szans, weszła pod koła!”

Chirurg opisuje także zachowania kierowców, którzy przed kilkunastoma minutami zabili kogoś, bowiem są oni przywożeni przez policjantów na pobranie krwi. Zdarza się, że lekarz musi z nimi rozmawiać, choć jak sam przyznaje napawają go wstrętem. Pewnie nie wszystkich to dotyczy ale większość nie ma żadnych refleksji, ani wyrzutów sumienia. Twierdzą, że ktoś im wszedł pod koła, na żółtym świetle.

Zdarzyła się i taka sytuacja, w której kobieta przywieziona przez funkcjonariuszy zrobiła po prostu awanturę na oddziale ratunkowym mężczyźnie, którego zaledwie pół godziny wcześniej przejechała na przejściu dla pieszych idącego z mała córeczka ze rękę. W dodatku ów mężczyzna miał zielone światło, pani wyzywając go od baranów wykrzykiwała – „Gdzie lazłeś, miałam zielona strzałkę!”

W podsumowaniu można napisać, że podstawowymi przyczynami wypadków w naszym kraju nie są ani szybkość, alkohol, brawura czy dziurawe drogi. Głównymi przyczynami są: debilizm, skrajna głupota, czy wręcz durnota kierujących autami osobowymi.

Oczywiście, piesi wyskakują na ulicę, jednak nie tak często jak chcieliby tego kierowcy, zwłaszcza Ci, którzy mają takiego „wyskakującego” pieszego na sumieniu. Czy nie będzie rozsądniej zatrzymać się na przejściu, gdy widzimy, że ktoś czeka? Może lepiej być kulturalnym, niż prymitywem , który złośliwie wjeżdża w kałużę tuż przed nosem biedaka czekającego pokornie aż sznur aut przejedzie?

Fotoradary, suszarki w krzakach nie zmienią tej sytuacji.

Jedynie może pomóc prawdziwa, konsekwentna, zdeterminowana edukacja od najmłodszych lat. Zamiast zastanawiać się nad wprowadzeniem edukacji seksualnej do przedszkoli, może lepiej zacząć edukować dzieci w tym temacie.

2 thoughts on “Kim jest morderca za kółkiem?

  1. Fotoradary może i w jakiś sposób wpływają na bezpieczeństwo ale na pewno nie te poukrywane w krzakach, albo schowane przez SM za koszem na śmieci. To po prostu maszynki do zarabiania, tak samo jak kolejny pomysł rządu o obowiązkowych alkomatach w każdym samochodzie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *